poniedziałek, 21 marca 2011

Liberalizm gospodarczy - przewodnik dla konserwatysty

Gdy trzy tygodnie temu publikowałem „Krótki kurs liberalnej ekonomii” przyświecały mi dwa zamysły. Po pierwsze, chciałem zadeklarować się w sporze liberałów z rządem na temat cofnięcia reformy emerytalnej. Zadeklarować po stronie liberałów, rzecz jasna. Chciałem też przypomnieć, że odkąd PO stała się partią władzy, zwolennicy liberalizmu w gospodarce nie są reprezentowani w parlamencie. Zdaję sobie sprawę, że potężną siłą polityczną nie jesteśmy. Ale odsetek liberałów jest z pewnością większy niż próg wyborczy, co powinno dać niektórym politykom do myślenia. Wyrzuciwszy z siebie co miałem do powiedzenia, tematów gospodarczych kontynuować nie planowałem. Traf chciał, że mój tekst, opublikowany w portalu myPiS.pl, zwrócił uwagę prawdziwego konserwatysty. Pan Marek Kajdas, bo o nim mowa, pyta, jak wyobrażam sobie idealny dla Polski model gospodarczy. Na takie zaproszenie do polemiki odmówić nie wypada. Poniżej moich rozważań ciąg dalszy.

Dyskusję na temat, jak należy ukształtować ustrój gospodarczy kraju dobrze będzie rozpocząć od ustalenia, co właściwie chcemy osiągnąć. Bez względu na poglądy polityczne, wszyscy zgodnie chcemy żyć w kraju bogatym, zapewniającym obywatelom dobre warunki do rozwoju. Bogactwo powstaje tam, gdzie gospodarka jest konkurencyjna, czyli produkuje efektywnie. Wówczas przedsiębiorstwa aktywnie poszukują nowych rynków i dróg rozwoju, a nie patrzą błagalnie na rząd, by ten chronił barierami celnymi samo ich istnienie. Nie jest możliwe ani potrzebne, by cały produkt krajowy wytwarzany był z tak imponującą efektywnością. Gdyby nasz kraj stał się światowym liderem w produkcji samochodów osobowych, nikomu nie przeszkadzałoby, że nasze pralnie chemiczne piorą mało wydajnie i drogo. O ile tak nakreślony cel nie jest kontrowersyjny, każda opcja polityczna inaczej widzi jego urzeczywistnienie. Przestawię tu koncepcję, którą za optymalną uważają liberałowie.

Liberalna droga prowadzi prosto do celu. Gospodarka wytwarza efektywnie tylko wtedy, kiedy kontrola nad nią pozostaje w rękach prywatnych. Jednym słowem prywatyzacja bez sentymentów. Ciarki mnie przechodzą, gdy słyszę, że jakieś państwowe spółki mają rzekomo strategiczne znaczenie i prywatyzowane być nie powinny. Co ciekawe, z tych samych ust często pada stwierdzenie, że dotychczasowe prywatyzacje odbywały się z naruszeniem interesów skarbu państwa, że sprzedawaliśmy za tanio. Zastanawia mnie jedno: jeśli skarb państwa narażony jest na niekorzystne decyzje nawet podczas prywatyzacji, jak niewyobrażalna musi być skala nadużyć, gdy zapadają decyzje mniejszej wagi? Wtedy przecież dziennikarze ani opozycja nie patrzą władzy i urzędnikom na ręce? Tym, którzy z takim namaszczeniem protestują przeciwko wyprzedawaniu „sreber rodowych” przypomnę, że model, który zakładał państwową własność przedsiębiorstw testowaliśmy przez niemal pół wieku. Nie sprawdził się.

Zagadnienie obecności i ingerencji państwa w gospodarkę przedstawiłem we wpisie poprzednim, konkludując: im mniej państwa, tym lepiej. W idealnym świecie takie ingerencje w ogóle nie byłyby potrzebne. Niestety, świat od ideału odbiega i musimy się liczyć z tym, że obecne na rynku podmioty nie będą grać czysto. W miarę możliwości, państwo powinno ograniczać się do roli arbitra. Nie będzie to problemem, gdy interwencja dotyczyć ma rynku wewnętrznego. Gorzej, gdy nieuczciwe praktyki mają miejsce w handlu zagranicznym, a dopuszczają się ich inne państwa lub podmioty przez nie kontrolowane. Konserwatywny czytelnik w pierwszej kolejności pomyśli zapewne o zagrożeniu szantażem energetycznym ze strony Rosji. Jak mamy się bronić? Może jestem monotematyczny, ale... podnosząc konkurencyjność gospodarki. Wówczas ekonomiczny koszt zakręcenia nam kurka z gazem przewyższy każdą polityczną korzyść wynikłą z takiego posunięcia. Nie jestem wprawdzie przeciwny dywersyfikacji dostaw, lecz pamiętajmy, że może być tylko kosztownym półśrodkiem, nie ostatecznym rozwiązaniem. Z kolei upaństwawianie gospodarki i roztaczanie nad nią politycznego parasolu ochronnego tłumią efektywność, zatem z patriotyzmem gospodarczym nie mają wiele wspólnego.

Kolejnym czynnikiem rozwoju, o którym chciałbym tu wspomnieć, jest polityka monetarna. Gospodarka do właściwego funkcjonowania potrzebuje sprawnego systemu bankowego, niskiej inflacji i stabilnej waluty o wysokim standardzie wymienialności. Z satysfakcją stwierdzam, że nasz kraj świetnie poradził sobie z tymi wyzwaniami. Utrzymanie sukcesów na tym polu będzie mieć dla gospodarki znaczenie kluczowe. Wejście do strefy euro uważam za najlepszy sposób zagwarantowania naszemu krajowi właściwej polityki monetarnej. Wyraźnie zmniejszy się wtedy ryzyko ataku spekulacyjnego na naszą walutę, a zmniejszenie kosztów transakcyjnych nieznacznie podniesie konkurencyjność gospodarki. Sposób w mojej opinii najlepszy, co nie znaczy, że jedyny słuszny. Pozostaję otwarty na każdą sensowną alternatywę polityki monetarnej, choć dziś takiej alternatywy nie widzę. Opóźnianie integracji walutowej „bo ludzie się boją” to żadna alternatywa, to czysty populizm.

Czas na ocenę gospodarczych skutków naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Integracja europejska pociąga za sobą oczywiste korzyści: otwarcie granic, swobodny przepływ osób, dóbr i kapitału, wspólna waluta. Ponadto, integracja otwiera drogę do wspólnej polityki w różnych obszarach. Mimo liberalnych poglądów, popieram prowadzenie wspólnej polityki rolnej jako sposób na utrzymanie w krajach rozwiniętych produkcji rolnej. Niestety, dziś zaangażowanie UE w gospodarkę wykracza dalece poza rolnictwo i wciąż niebezpiecznie rośnie. Unia z arbitra przeistacza się w potężnego regulatora i dysponenta funduszy strukturalnych. Te ostatnie beneficjenci traktują niczym spadającą z nieba mannę; ich wykorzystanie trudno nazwać efektywnym. Przerost instytucji unijnych nie różni się niczym od przerostu państwa. Jednym słowem, podnosząc konkurencyjność gospodarki możemy liczyć tylko na siebie.

Kończąc dziękuję za uwagę, a konserwatywnym czytelnikom także za światopoglądową otwartość. Serdecznie zapraszam do dyskusji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz