czwartek, 20 stycznia 2011

Pionierzy wolnej kultury

Współczesnych artystów i twórców zazwyczaj cechuje zachowawcze podejście do dystrybucji i prawnej ochrony swoich utworów. Podejście takie sprowadza się strategii:
  • zastrzec tak wiele praw, jak tylko się da,
  • preferować tradycyjne kanały rozpowszechniania,
  • w cyfrowej dystrybucji stosować DRM.
Założenia bzdurne i mocno niedzisiejsze, gdyby ktoś pytał mnie o zdanie. Niestety ani mnie, ani zapewne nikogo z Was, Szanowni Czytelnicy, nikt o zdanie nie pyta. Światem kultury rządzi pieniądz, powiecie? Zgoda, lecz podobnie jest w branży technologii informatycznych, która lada dzień przestanie w ogóle tłoczyć płyty.

Wolne oprogramowanie rozwija się dzięki wysiłkom tworzących je społeczności, a często przy wsparciu korporacji. Biznes dawno zrozumiał, że na takiej „wolności” można dobrze zarobić. Tymczasem wolna kultura to ciągle alternatywa, margines. Licencje Creative Commons mogą być co najwyżej szansą na zaistnienie dla rozpoczynających karierę artystów. Na tym najwyraźniej kończy się ich rola. Nic mi nie wiadomo, by po takie licencje sięgały znane zespoły muzyczne czy liczące się wytwórnie filmowe. Ten stan rzeczy nie utrzyma się wiecznie, anachroniczny model biznesowy prędzej czy później będzie musiał upaść. Nie zamierzam rozważać tu perspektyw rozwoju kultury, chciałbym tylko pokazać, że wolna kultura powoli zaczyna być atrakcyjna.

Aby to udowodnić, zapraszam do obejrzenia pilotowego odcinka Pioneer One. To serial SF, pierwsza tego typu produkcja przeznaczona do rozpowszechniania wyłącznie w sieciach peer-to-peer, na wolnej licencji. Propozycja być może zainteresuje fanów gatunku, lecz nie spodziewajcie się spektakularnych efektów specjalnych, świetnej gry aktorskiej czy innych rewelacji. Może za kilka lat? I tak jest nieźle, jak na produkcję niezależną, której za budżet muszą wystarczyć dobrowolne datki fanów. By nie przedłużać, zapraszam.

Na oficjalnej stronie dostępne są kolejne odcinki (na razie dwa), oraz społecznościowe namiary na twórców. Ciekawe, co z tego będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz