W ostatnim tygodniu dwa razy spotkałem się z opinią, że demokracja jako ustrój polityczny sprawdza się kiepsko, a udział w wyborach nie ma większego sensu. Mam wrażenie, że pogląd ten staje się coraz powszechniejszy. To nie już jest uzasadnienie lenistwa, to poparty logicznymi argumentami, świadomy wybór polityczny. Nie pochwalam go, ale uznaję i rozumiem. Dzisiejszy tekst będzie czymś pomiędzy polemiką z niegłosującymi a próbą analizy ich motywów.
Co osoby wykształcone i dobrze sytuowane zniechęca do polityki tak mocno, że zrezygnują ze swoich praw wyborczych? Jak słyszę, decydujące jest przekonanie, że przekaz polityczny każdego z kandydatów jest płytki, zatem dokonanie wyboru będzie świadczyć o naiwności wyborcy. Wyjaśnienie tylko na pozór banalne, wielu polityków najwyraźniej nie przymuje go do wiadomości. Zgadzam się w pełni z niską oceną jakości życia publicznego, ale nie z konkluzją sugerującą bezcelowość głosowania. Realia polityczne nie zachwycają, gdyż przytłaczająca większość wyborców utożsamia zadania osób pełniących funkcje publiczne z działalnością Świętego Mikołaja. Każdy głos oddany w duchu dokonania całościowej oceny rządzących polityków podnosi poziom debaty publicznej, każde skreślenie oceniające jedynie skłonność polityków do rozdawnictwa poziom ten obniża.
Niestety, pod moim apelem o udział w wyborach nie ma miejsca na optymistyczną konkluzję. Problemów polskiej polityki nie można łączyć tylko z niską frekwencją. Demokracja to jedyny znany ustrój, który gwarantuje rozstrzyganie sporów politycznych w sposób bezkrwawy, cywilizowany. Źródłem siły demokratycznego porządku jest prawidłowość, iż woli większości wyrażonej w głosowaniu nie sposób skutecznie zakwestionować. Niestety, mechanizm ten działa aż za dobrze. Działa również wówczas, gdy prawdziwy spór zastąpiony zostanie udawanym. Taka sytuacja ma miejsce w naszym kraju obecnie. Mimo kryzysu finansów publicznych, żadna z partii nie opowiada się za ograniczeniem wydatków socjalnych. Rząd, rzekomo liberlany, jedynie taką redukcję pozoruje. Polityka ta przynosi efekty, gdyż główna siła opozycyjna zrezygnowała z tradycyjnej dla opozycji roli kontrolowania władzy. PiS zajęty jest sprawdzaniem, czy kontestowanie wyniku wyborów aby na pewno jest bezcelowe. Politycy tej partii próbują przekonać społeczeństwo, że osoby pełniące najwyższe funkcje państwowe są ich z jakichś bliżej niejsanych powodów niegodne. Mogę sobie jedynie wyobrazić ogrom frustracji odczuwanej przez działaczy umiarkowanego skrzydła tej partii, gdy ich dobrze roukjący plan polityczny Jarosław Kaczyński odrzucał niczym dziecinną igraszkę.
Jeśli scena polityczna wygląda tak nieatrakcyjnie, a zakreślenie krzyżyka nie przełoży się na realny wpływ na losy kraju, po co w ogóle głosować? Aby demokracja mogła samoregulować się, oczyścić z problemów, działać prawidłowo.
Zapomniałeś o najważniejszym argumencie:
OdpowiedzUsuńDemokracja to założenie, że większość ma rację i wie co jest dla niej dobre.
A to bzdura. Przeciętny Kowalski doskonale wie co jest dobre dla Kowalskiego dziś, ale to wcale nie znaczy, że to będzie dobre dla wszystkich, a w konsekwencji dla Kowalskiego jutro.
W końcu gdybyśmy jutro zrobili referendum z pytaniem "czy należy Państwowe rezerwy walutowe wypuścić na rynek by stymulować wzrost?" odpowiedź ludu byłaby łatwa do przewidzenia. I tragiczna w konsekwencjach.
Pamiętaj co powiedział Benjamin Franklin:
"Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania!"
Zgadza się, wybór dokonywany w głosowaniu żadko jest wyborem najlepszym. Ale jakie to ma w ogóle znaczenie? Przecież każdy niedemokratyczny akt władzy, choćby merytorycznie genialny, będzie poddawany w wątpliwość. Mamy wiek XXI. Władza polityczna od dawna nie polega na sprawowaniu zwierzchności nad odciętym od informacji prostym ludem, a słowo demokracja nie znaczy tyle, co "dyktatura większości".
OdpowiedzUsuńCzyli lepszy kiepski ale demokratyczny, choć i tak poddawany w wątpliwość, wybór, niż genialny niedemokratyczny i też poddawany w wątpliwość?
OdpowiedzUsuńTak. Rozstrzygnięcia demokratyczne kwestionowane bywają sporadyczne. Przebieg takiej kontestacji mogliśmy obserwować niedawno na Krakowskim Przedmieściu. Nic strasznego. Reżimy niedemokratyczne na podobną kontestację muszą reagować. Najczęściej jedyną opcją jest stosowanie siły lub represji, co destabilizuje kraj.
OdpowiedzUsuń"nieelektorat" pisze się rozłącznie...
OdpowiedzUsuń