Do dziś pamiętam lekcję historii sprzed osiemnastu lat, kiedy to dane mi było poznawać religię starożytnego Egiptu. Dowiedziałem się wówczas, że wykształceni egipscy kapłani potrafili przewidzieć naturalne zjawiska, takie jak zaćmienia Słońca czy wylewy Nilu. Co ciekawe, praktyczne zastosowanie tej wiedzy nie ograniczało się do planowania prac polowych. Służyła ona podsycaniu w społeczności strachu i poczucia zależności od elit. Byłem oburzony! Dziś okazuje się, że przez ostatnie kilka tysięcy lat aż tak wiele się nie zmieniło.
Podejrzenie, iż prezydent Lech Kaczyński stracił życie w wyniku zamachu, da się łatwo wyrazić jednym zdaniem. Gdyby wątpliwości takie podniósł wiarygodny polityk, fakt ten nie przeszedłby bez echa. Z całą pewnością temat podjęłyby media, nawet te skrajnie konserwatystom nieprzychylne. Oczywistym jest, że każda osoba, której znane są jakieś fakty mogące teorię zamachu uwiarygodnić, ma moralny obowiązek takie informacje ujawnić. Milczenie byłoby tchórzostwem i zdradą.
Ostatni miesiąc obfitował w wypowiedzi polityków i sympatyków PiS sugerujących jak bardzo naiwna jest moja wiara w dobrą kondycję spraw życia publicznego. Niestety, nie doczekałem się wyjaśnienia, jakie rozumienie politycznych realiów będzie od naiwności wolne. Dowiedziałem się za to, że słowo zbrodnia może mieć nieznane mi wcześniej znaczenie, rzekomo potoczne. Odważne hipotezy? Owszem, padały. Bynajmniej nie z ust osób publicznych, lecz na blogach i forach dyskusyjnych, pod pseudonimami. Nie zastanowiło Was, dlaczego ważna dla przyszłości naszego kraju dyskusja prowadzona jest szeptem? Czemu zamiast argumentów padają tylko niejasne sugestie?
Z tych samych powodów, dla których zaćmienie Słońca egipscy kapłani przedstawiali jako gniew boga Ra: aby w celach politycznych wykorzystać strach. Nie sądzicie chyba, by Jarosław Kaczyński zdobył się na tak ciepłą i życzliwą kampanię prezydencką, gdyby miał choć cień wątpliwości co do okoliczności śmierci swojego brata? Powyborcze działania Prawa i Sprawiedliwości to przemyślana taktyka. Taktyka, której moralna dopuszczalność budzi poważne zastrzeżenia. Na szczęście, równie wątpliwa wydaje się być jej skuteczność. Fakt ten zauważa eurodeputowany PiS Marek Migalski, zalecając na swoim blogu złagodzenie retoryki. Słusznie. Sam, jako wyborca, prędzej dałbym się przekonać niż zastraszyć.
Macierewicz dosyć się ze swoją "zbrodnią" wygłupił, to fakt. Z drugiej strony zdanie "moralna dopuszczalność budzi poważne zastrzeżenia" można przyłożyć do działań każdej władzy.
OdpowiedzUsuńZ pozdrowieniami
mija
Macierewicz mówiąc o zbrodni zagalopował się, na co gotów byłbym jeszcze przymknąć oko. Ale tu przesadzony slogan ma otwierać ważną dla kraju dyskusję, a żadne inne argumenty nie padają. To właśnie budzi moje zastrzeżenia i sprzeciw.
OdpowiedzUsuńCzyli, Robercie, mówiąc krótko, nie przymknąłbyś oka. Mnie też się to nie podoba. Wolałbym, żeby najpierw zebrali dowody, a potem rzucali wyroki
OdpowiedzUsuńmija
Ależ towarzyszu Wodzu.
OdpowiedzUsuńTy jako reprezentant wysoko wykształconego i radzącego sobie w życiu elektoratu jesteś dla nich nieatrakcyjny. Po prostu takich jak ty jest za mało, żeby do nich kierować swoją kampanię.
Po co mają przekonywać ciebie, skoro mniejszym kosztem zastraszą miliony?
Przeciętny człowiek ma taki dziwny mechanizm psychiczny który skłania go do wiary w spiski żydo-masońsko-kagiebowskie, bo łatwiej przyjąć to na wiarę, niż przyznać się, że to był głupi błąd którego można było uniknąć.
Przykład: W 1991 zawalił się maszt radiowy w Gąbinie. Winny upadkowi był oczywiście kierownik budowy nadzorujący prace remontowe (nie dopilnował prawidłowego zamocowania naciągów. Dostał 2,5 roku, odsiedział 2 lata)
Wystarczy jednak, gdy poszukasz po sieci, a przekonasz się, że mamy grono zapaleńców przekonujących, że masz celowo nakazali zniszczyć ci wredni kapitaliści z zachodu, abyś ty nie mając sygnału na falach długich musiał kupić radyjko z UKFem, gdzie właśnie zaczynały nadawać komercyjne stacje zmieszczające reklamy od tych wrednych kapitalistów.
Nie zgodzę się. Trendy sondażowe jednoznacznie wskazują, że strategie wojenne nie przysparzają PiS elektoratu. Widać jednak, że J.K. jest niereformowalny i - tak jak to ujął L. Dorn - "ta czaszka już się nie uśmiechnie".
OdpowiedzUsuń(mija)
OdpowiedzUsuń@mija:
OdpowiedzUsuńGdybym poza przekazem "zbrodnia!" usłyszał jakiś argument, przymknąłbym. Naprawdę.
@Rafał Kawalec:
Dla realizacji swoich aspiracji politycznych PiS potrzebuje poparcia. Możliwie dużego, lecz także stabilnego. Strategia „ciemny lud to kupi” nie zaszkodzi, ale i nie wystarczy: „ciemny lud” ma zwykle słabą pamięć. Kluczowe będzie zdobycie i utrzymanie poparcia twardego, ideowego. Obecna taktyka PiSu drażni wielu potencjalnych zwolenników, zatem jest politycznym błędem.
Obecna taktyka dała im zwycięstwo w 2005 roku.
OdpowiedzUsuńI całkiem spory twardy elektorat.
Co byś nie powiedział, ta osierocona przez PRL klasa robotnicza w końcu odnalazła partię, która jasno i wyraźnie pokazuje im kto jest winny.
"Ludzie, to nie wy jesteście leniwi, to te aferały, wykształciuchy i PO są temu winni"
I klasa robotnicza to kupiła.
Gorzej z inteligencją i pseudointeligencją. Ale do nich też powoli zaczynają te poglądy trafiać. Weźmy np Przemysława Gintrowskiego - zawsze mi się wydawało, że artyści to tzw inteligencja.
Tymczasem niedawno słyszałem w radiu Gintrowskiego jak z pianą na ustach krzyczał, że on nie głosuje na Zbychów i Rychów, a skoro Jaruzelski poparł Komorowskiego to każdy rozumny człowiek powinien Kaczyńskiego. Co więcej domagał się jaknajszybszego wyjaśnienia okoliczności "zamachu Smoleńskiego" (nawet ze trzy razy powtarzał, że on jest pewien, że to zamach)
W 2005 roku taktyka była na POPiS, a więc porozumienie szerokiej centroprawicy. Chodziło wtedy głównie o zabranie koryta postkomunistom skompromitowanym przez aferę Rywina. Antagonizowanie zaczęło się po wyborach, przy "rozmowach koalicyjnych".
OdpowiedzUsuńO aferałach mówi Korwin, o wykształciuchach Dorn. Oni bywają zabawni, ale to nie są ignoranci polityczni.
Sugerujesz, że warto bronić cwaniaczków operujących na styku polityki i szarej strefy?
A poparcie m.in. Jaruzelskiego i Urbana dla Komorowskiego nie zapala czerwonej lampki?
mija
:mija
OdpowiedzUsuńCzyżbym tylko ja zapamiętał, że wszystko zaczęło się od spotu z pustą lodówką i nagłym atakiem pro-PiSowskich trolli na forum onetu?
I to było jeszcze w trakcie kampanii.
A na dobicie w prezydenckich wyborach jakiś Kurski wyskoczył z dziadkiem z Wermachtu.
PO faktycznie szło do wyborów z zamiarem wyrwania koryta lewicy. Tylko że spodziewali się wspólnego tonu z PiSem, a nie brutalnego ataku ze strony Kaczyńskich, który da PiSowi prezydenturę i większość.
Masz rację, akcja Kurskiego była nie fair. Może dlatego teraz Tusk napuszcza na PiS tego łosia na P. Pomsta za dziadka.
OdpowiedzUsuńmija
Zgoda, PiS konstruując swój przekaz polityczny zawsze brał pod uwagę wyborcę niewykształconego, z kompleksami. Zgoda, politycy tej partii nie zawsze grali czysto. Czasem wychodzili na tym dobrze, czasem nie. Lecz jednocześnie kształtowało się zaplecze ideologiczne, choćby środowisko związane z Rzeczpospolitą. Po 4 lipca taktyka zmieniła się diametralnie: Jarosław Kaczyński zaczął domagać się od zwolenników złożenia ofiary ze zdrowego rozsądku. Wielu się waha.
OdpowiedzUsuń