sobota, 26 czerwca 2010

Stany Zjednoczone Rzeczpospolitej Polskiej

Do niedawna sformowanie „globalna wioska” było dla mnie niezrozumiałą sprzecznością. Miasta i wioski, myślałem, są przecież z samej definicji lokalne. Na moich oczach upadła żelazna kurtyna i można było podróżować za granicę, ale każda taka podróż tylko moją konfuzję pogłębiała. Okazywało się, że za ową granicą inne jest chyba wszystko, co w ogóle może być inne: krajobraz, język, kultura, obyczaje, nawet gniazdka elektryczne. To ma niby być globalna wioska?

Zrozumienie przyszło z chwilą, gdy dowiedziałem się, że kandydata na prezydenta Platforma Obywatelska wyłonić ma w prawyborach. Zapachniało Ameryką. Prawybory to instytucja zza wielkiej wody, dotychczas w naszej polityce nieznana. Przeszczepiono ją na polski grunt pod wpływem potrzeby chwili, bez żadnego tegoż gruntu przygotowania. Ku mojemu zdumieniu, przyjęła się od razu. Co mnie aż tak zdumiało, zapytacie? Wiedziałem przecież, że przepływ idei z zagranicy nie ogranicza się do seriali telewizyjnych. Wiedziałem, że obyczaje polityczne zmieniają się i mogą podlegać zewnętrznym wpływom. Otóż zdumiało mnie tempo, w jakim zmiana nastąpiła. Tempo właściwe globalnej wiosce właśnie.

Globalizację zawsze traktowałem jako zjawisko naturalne, niczym deszcz albo wiatr. Zajmowanie stanowiska wobec takich zjawisk wydaje mi się pozbawione sensu. Można oczywiście zawiązać ruch alterdeszczowców, ostro wystąpić przeciwko postępującemu zawilgoceniu, a pogodynkę z telewizji oblać wiadrem wody na znak protestu. Można, ale czy nie lepiej po prostu nosić ze sobą parasol? Komfortem ignorowania globalizacji mogliśmy się cieszyć tak długo, jak długo dotykała ona jedynie błahych aspektów naszego życia. Dlaczego niby miałbym zastanawiać się, gdzie i przez kogo są projektowane moje buty? Ale teraz, gdy globalizacja zaczyna dotykać życia publicznego, najwyższy czas przyjrzeć się jej dokładniej.

Amerykanizacja polityki w pierwszej chwili urzeka: politycy dbają o wizerunek, udzielają się w sieci, szanują opinie wyborców. Demokratyczne tradycje Stanów Zjednoczonych stanowią najwyraźniej źródło wartościowych inspiracji. Z tego źródła odważnie czerpią politycy wszystkich opcji. Pamiętacie zapowiedź tworzonego przez Prawo i Sprawiedliwość portalu społecznościowego myPiS.pl? Inspirację Barackiem Obamą i jego serwisem Organizing for America widać od razu. Muszę przyznać, że PiSowcy tym tematem mnie, liberała, zaciekawili. Zatem jakiś sukces już jest, mimo że portalu jeszcze nie ma.

Teraz o ciemnej stronie zjawiska. Tydzień temu pisałem, jak słabo rozwinięta jest nasza tradycja polityczna, jak ważne jest teraz jej kształtowanie. Istnieje ryzyko, że import może zdławić produkcję. Dość powiedzieć, byłoby to dla polskiej sceny politycznej fatalne. Należałoby też postawić pytanie, czy istnienie budżetowych subwencji dla partii politycznych musi implikować finansowanie przez podatnika prawyborów, myPiSów i tym podobnych eksperymentów.

Kończąc przypominam: w niedzielę pierwsza debata Komorowski-Kaczyński. Jej przebieg będzie temat kolejnego wpisu, gdzie spróbuję policzyć uczestnikom punkty.

7 komentarzy:

  1. Nawiązując do wątku Stanów Zjednoczonych to nieźle radziły sobie na mistrzostwach w RPA.

    OdpowiedzUsuń
  2. Globalizacja postępuje od stu lat i nie ma na to rady. Z jednej strony żyje się coraz wygodniej, łatwiej i przyjemniej, a z drugiej czasem ogarnia człowieka nostalgia za jednorodzinnymi drewnianymi domami, wielokulturowością II RP, mniejszym rozpasaniem socjalu, dziką przyrodą. Za czasem, w którym odległość oznaczała odseparowanie, a nie - jak dziś - możliwość natychmiastowego kontaktu wirtualnego przez komórkę i Internet.

    OdpowiedzUsuń
  3. Globalizacja w sferze polityki nie jest zjawiskiem nowym. Pomyślmy nad konsekwencjami rewolucji francuskiej, czy rozprzestrzenianiu się idei Marksa i Engelsa.
    Co do zapożyczeń ciekawych pomysłów to zbaczając nieco z tematu zwrócę uwagę że teraz w Wielkiej Brytanii dzieją się rzeczy ciekawe, bowiem nowy rząd wprowadza ogromne cięcia socjalne. Wprowadza, bo innej opcji nie ma- inaczej kraj źle skończy lada dzień. Media relacjonując tę politykę nawiązały do wystąpienie jednego z ministrów finansów z okresu wielkiej depresji, który wprowadzając podobne środki miał powiedzieć, że w kontekście pomocy socjalnej państwa - "gdy mój ojciec stracił pracę to wsiadł na rower i szukał nowej". Mam nadzieję, że przykład cięć w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy nawet w Europie Centralnej, np. na Węgrzech, zglobalizuje się i wreszcie i nasz rząd zabierze się za daleko idące zmiany w budżecie, które mogłyby w perspektywie 10-15 lat zbilansować budżet i ograniczyć dług. To konieczne i na gaz łupkowy z tym czekać nie można.
    Jeśli któraś z idei politycznych w tym niestabilnych realiach gospodarczych ma zglobalizować się to niech to będzie oszczędzanie.
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  4. Proszę i kolejne, bardzo na czasie zaskoczenie nawiązujące do wpisu i naszego polskiego ogródka, w którym wyrósł nam HIPPIS .
    Ciekawe jak na to zapatrują się "Dzieci Kwiaty"??? I dlaczego mająca silne jak dąb polskie korzenie, opcja polityczna sięga po takie inspiracje??

    Z pozdrowieniami,

    Poszukując odpowiedzi( pewnie jest ona banalna)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolega Ana pisze o globalizacji mody na oszczędzanie (albo konieczności oszczędzania). Ujednolicenie mody wydaje mi się zjawiskiem niszczącym, zabijającym charakter jednostek i całych narodów. Konieczności zaś nie podlegają dyskusji, natomiast nie wydaje mi się, by oszczędności mogły rozwiązać problem nadciągającej katastrofy światowego zadłużenia. W ciągu 20 lat III RP nie było przecież sezonu, w którym nie urósłby dług publiczny. Inne państwa funkcjonują na tej samej zasadzie. Zatem moment krytyczny można tylko odwlekać, ale prędzej czy później on nastąpi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Michale, to że kolejne 10-15 lat nie będą kolorowe to już wiemy. Moim zdaniem im szybciej podejmiemy akcję ratunkową tym szybciej ten okres minie. Nie sądzę, aby zapadł światowy konsensus pozwalający na niespłacanie długów, a wobec jego braku im szybciej się z tym uporamy- tym lepiej. Więc zacznijmy spłacać już teraz. A kto wie- może będziemy mięli nieco szczęścia i może ekonomiczny armagedon wywołany kolosalnym zadłużeniem państw nas ominie. Życzę oszczędności i optymizmu!
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyniki ankiety:
    Amerykanizacja życia publicznego w Polsce:
    Odp.1 - is something I like a lot - 1 głos
    Odp.2 - ma swoje zalety i wady - 6 głosów
    Odp.3 - to błąd - Polacy nie gęsi - 2 głosy

    Za udział dziękuję wszystkim głosującym.

    OdpowiedzUsuń