Przygoda z blogowaniem dla każdego zaczyna się tak samo. Niemal dla każdego. Wyjątkiem są szczęśliwe mamy, które pragną pokazać światu swoje pociechy. Albo fotografowie dumnie prezentujący swe osiągnięcia. Nie jestem fotografem. Już nie. Ani tym bardziej szczęśliwą mamą. Moja motywacja do założenia bloga była jak najbardziej typowa.
Moją motywacją było pragnienie zapisania własnych myśli.
Pragnienie owo obudziło się w chwilach niewesołych, kiedy to doceniłem wartość takich zapisków. I wcale nie chodzi o wartość sentymentalną. A przynajmniej nie tylko o taką. Spieszę zapewnić, że nie planuję zapisywania myśli smutnych. Wesołych, gdy przy tym jesteśmy, również nie. Nie będzie też fotek słonia ani żyrafy z ostatniej wycieczki do zoo. Ani drzewa, które pokryte szronem wygląda przepięknie. Ani wierszy. W szczególności nie będzie wierszy. Będę bowiem zapisywał wyłącznie myśli ciekawe. Przyznać tu muszę, że pełne przygód to moje życie nie jest, zatem przez myśli ciekawe rozumiem publicystykę. Oczywiście nie będę unikał nawiązywania do osobistych przeżyć. Ale zachowam w tym rozsądny umiar. Na razie zachowam, bo gdybym jakimś cudem został uczestnikiem załogowej wyprawy na Marsa, obiecuję być bardziej wylewny.
Dokładnie określić, o czym zamierzam pisać, nie będę nawet próbował. Widzę tu miejsce dla wielu tematów: od dyskusji światopoglądowej przez politykę aż po kuchnię. Zapewniam również, że nie pozostanę głuchy na opinie i sugestie. Z większością czytelników zapewne znam się dobrze. Być może są też tacy, którzy dopiero poznają mnie przez moje teksty. Wszystkich witam serdecznie! Wszystkich zapraszam do udziału w dyskusji. Moją ambicją jest, abyście odwiedzali tego bloga kierowani ciekawością. Jest na to szansa? Trzymajcie kciuki!
Gratuluję, Robercie, i trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki :)
OdpowiedzUsuńWyjątki, o których wspominasz, są w zasadzie bardziej typowe, niż Twoja motywacja. Nie mówię, że lepsze, czy właściwsze, ale przyznajmy - częstsze. Nie stopniujmy jednak i nie sprowadzajmy dyskusji do kwestii, co jest bardziej godne ironii - szafowanie radością ze swoich dzieci, swoich maskotek, swoich poglądów, swojego braku poglądów, swoich dokonań w pracy, w kuchni, w łóżku, w garażu. Niech każdy się dzieli tym, co uważa za ważne w sposób, który uważa za stosowny. Przecież web2.0 to też w jakim sensie wolny rynek poglądów, przekonań, preferencji.
OdpowiedzUsuńObiecujesz myśli mądre. Cóż, powstrzymam się od ironizowania i nie będę pytał, kiedy zaczniesz, ani czyje te myśli będą, ale... no właśnie. Uściślij pojęcie mądrości. Chodzi mi o Twoją własną definicję, lub nawet enigmatyczny opis. Chyba, że jest to dla Ciebie aksjomat. Jeśli jednak zaczynasz od wzniosłych określeń, to pokaż atesty na materiały do budowy fundamentów swego pałacu. Chyba, że wszystko już Cię zawiodło i - cytując wiersz (więc zapewne słowa należące w Twym mniemaniu do nieciekawych) - zaczynasz budowę od dymu z komina.
Skoro już przy wierszach... weselę się i smucę zarazem (a więc nie udało Ci się uchronić od zapisywania myśli smutnych i wesołych, którego to zamierzenia sformułowanie stawia Cię językowo w mojej opinii niemalże w jednym szeregu z Lechem Wałęsą). Cieszę, gdyż nie ujrzę tu Twych wierszy. Hosanna! Smucę natomiast, gdyż - mniej lub bardziej umyślnie (załóżmy, że niefortunnie) - stawiasz ciekawe (ba, może nawet mądre) myśli w opozycji do wierszy. Jest to jak dla mnie klasyczne semantyczne nadużycie (teraz sam się z innym Lechem w jedym szeregu postawiłem, trudno). Wrzucasz tym samym do jednego worka z etykietką "piewcy nieciekawych myśli" zarówno całą masę nieudaczników mieniących się poetami, jaki i wrażliwych mędrców od Homera i Horacego po - chociażby - Tuwima, Eluarda, czy Michaux. Oczywiście nie twierdzę, że każdy - czy publicysta, czy chłoporobotnik, czy "trochę artysta", czy bard - ma święty obowiązek poezję czuć i podziwiać. A skąd! Jednak na poniżanie poezji i wymienianie jej jako główny przykład "myśli nieciekawej" obojętny nie pozostanę. Publicystyka nie posiada monopolu w zakresie kreowania myśli ciekawych. Twierdzenie, że jednak posiada, ma niewiele wspólnego z rozsądnym umiarem.
Jeszcze garść pytań. Podałeś swoją motywację. Nie wynika jednak z niej dla mnie wprost, czemu spośród różnych form internetowej aktywności, właśnie blog stał się dla Ciebie właściwym miejscem. Co przeważyło? Większa szansa na popularyzowanie swych myśli, czy też coś całkiem innego?
Z całkiem innej beczki - pytania typu "jest na to szansa?", "z powodzeniem?" kojarzą mi się nieodparcie z "jak się bawicie?" albo "słyszycie mnie?" gwiazdek typu Mandaryna czy Stachursky. Mówisz, że jesteś otwarty na sugestie - moja jest taka, żebyś zrezygnował z bycia tego rodzaju wodzirejem. Oczywiście to Twoje show i jakoś przeboleję, jeśli kolejny wpis zwieńczysz pytaniem "było ciekawie?"