piątek, 18 czerwca 2010

Do przyjaciół konserwatystów

Zbliżające się wybory to świetna okazja, bym przedstawił moje poglądy polityczne. Jestem liberałem. Ściślej, „iksa” ode mnie dostanie Bronisław Komorowski. Wiele z osób, które szanuję i cenię, to konserwatyści. Wybiorą inaczej. Wśród nich znajdziemy czterech autorów książek z mojej półki, cenionego wykładowcę matematyki oraz dziennikarza, którego zawodowy kunszt od lat budzi mój podziw. Elektorat Jarosława Kaczyńskiego czy Marka Jurka zadziwiająco często nie pasuje do moherowego stereotypu. Do tych właśnie wyborców chciałbym się tu zwrócić: Przyjaciele!

Wiem, że Wasze poglądy ukształtowało życie. Nie mam zamiaru ich podkopywać, ani tym bardziej ostrzeliwać ogniem rakietowym populistycznych argumentów. Licząc na skromny udział w ewolucji Waszego światopoglądu, chciałbym podzielić się moim spojrzeniem na prawą stronę sceny politycznej.

Zauważcie, że poglądy konserwatystów są, poza gronem ideowych zwolenników, bardzo słabo znane. Mnie temat wyjaśniła nieco lektura „Czasu wrzeszczących staruszków” Rafała A. Ziemkiewicza. Tylko czy to w ogóle do pomyślenia, bym poglądy partii realnie aspirującej do władzy poznawał z zakupionej za własne pieniądze publicystyki? Zdaję sobie sprawę, że temperatura sporu politycznego jest wysoka, ale poza strzelaniem należałoby jeszcze machać sztandarem. Grzech ten dotyczy wyłącznie polityków Prawa i Sprawiedliwości. Całkowicie wolna od niego wydaje się być opcja związana z Markiem Jurkiem. Ten kandydat, mimo niewielkiej uwagi mediów i skromnych środków dociera do mnie z informacją. Jego poglądy są lata świetlne odległe od moich i po prostu nie mogą mnie przekonać. Ale je znam. Politycy i zwolennicy PiSu - o swoich poglądach opowiadajcie! Na ile je znam, nie macie powodów do wstydu.

Kolejny problem dotyczy wszystkich partii, które po 1989 roku choć raz znalazły się przy władzy. Jesteście zadowoleni ze sposobu, w jaki rządy informowały nas o swojej polityce? Zależy, o którym rządzie mówimy? Odrzućmy subiektywizm: na tym polu jak dotąd żaden nie wypadł dobrze. Dlaczego? Czyżby premierom brakowało kompetentnych rzeczników prasowych? Może media relacjonowaniem polityki nie są zainteresowane? Nic z tych rzeczy. Politykę informacyjną władze państwowe muszą prowadzić spontanicznie: brakuje zwyczajów i tradycji, na których mogłyby się opierać. Jedynym wystąpieniem programowym, którego wygłoszenia oczekujemy od premiera, jest exposé. Prezydent nie musi się martwić nawet o to. Wystarczy, że będzie pamiętał o życzeniach z okazji Nowego Roku. Nie wiem, jak Wy, ja czuję spory niedosyt.

Kiedyś myślałem, że z urzędem Prezydenta RP nie wiąże się duże znaczenie polityczne. Zmieniłem zdanie. Gdy w przyszłym roku będziemy obchodzić Święto Narodowe Trzeciego Maja, prezydent dostanie mikrofon jako pierwszy. Jeśli przemówienie poświęci „sprawom bieżącym”, potwierdzi tylko, że jego stanowisko jest dekoracją. Ale może się stać, że padną słowa ważne i potrzebne. Na przykład podejmujące temat zmiany konstytucji. Tak właśnie mogłaby powstać polityczna tradycja. Nie da się jej ustanowić ustawą, nie wytworzy jej jedna partia. Ale wystarczy właściwy gest, może jeszcze dobre jego przyjęcie. Dlatego zachęcam: wspierajmy każdy przejaw powstawania tradycji w życiu publicznym. Bez względu na to kto w maju przyszłego roku pierwszy miałby stanąć za mikrofonem.

Na koniec chciałbym zapewnić zwolenników lewicy, ruchu ludowego i pozostałych opcji, że o ich istnieniu nie zapomniałem. Postaram się dać temu wyraz w następnym wpisie, gdzie skomentuję wynik niedzielnych wyborów.

10 komentarzy:

  1. Jeśli liberalizm, to czemu nie Korwin-Mikke? Wszak Komorowski to liberał "o tyle, o ile". Vide ostatni groteskowy spór o prywatyzację szpitali.

    OdpowiedzUsuń
  2. A co sądzisz o wygranej Grecji z Nigerią?

    OdpowiedzUsuń
  3. Może dlatego dowiadujesz się o poglądach PiSu z lektury Ziemkiewicza, bo tak naprawdę te piękne idee są tylko na papierze :) (patrz programy ugrupowań politycznych). Ja zwracam uwagę przede wszystkim na kulturę polityczną - dlatego jestem za Komorowskim. Miałem już próbkę rządów Jarka. Dzięki niemu stałem się człowiekiem bardziej wierzącym. Codziennie modlę się, żeby nie doszedł ponownie do władzy.

    P.S. Czekam z niecierpliwością na mecz Grecy kontra Niemcy ;) "Hegel twierdzi, że rzeczywistość to tylko aprioryczny dodatek do etyki, Kant za pomocą imperatywu kategorycznego stwierdza, że ontologicznie bytuje ona tylko w wyobraźni, ale Marks uważa ze był spalony"

    OdpowiedzUsuń
  4. @Michał:
    Lis byłby lepszym strażnikiem kurnika niż Janusz Korwin-Mikke konstytucji. Koncepcja konserwatywno-liberalna zakłada przecież radykalną przebudowę ustroju. Na czym miałby polegać pomysł Korwina-Mikke na prezydenturę?
    Na ile znam życiorys Bronisława Komorowskiego, faktycznie nie jest on liberałem. Wcale mi to nie przeszkadza.


    @chmiel:
    Poglądy konserwatywne mają więcej sensu, niż myślisz. Kiedyś konserwatystom brakowało jedności, dziś brakuje odpowiedzialnego lidera. Przyjdzie czas, że będą mieli jedno i drugie.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i Niemcy przegrali mecz. Ale to było do przewidzenia. Drużyna, która ma w swoim składzie obywateli polskiego pochodzenia nie mogła zbyt długo odnosić sukcesów :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. odezwała się mniejszość niemiecka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ze wzlgędu na ciszę wyborczą nie poczynię komentarza politycznego odnoszącego się do bieżącej polityki.
    Generalnie chciałbym zgodzić się z szerszą tezą, że mamy w kraju pewien problem kategoryzacji ruchów politycznych. Media operują sloganami- prawica, liberałowie, lewica. Truizmy.
    Sądzę, że zwłaszcza w Polsce, ale też w innych krajach Europy kontynentalnej, prawica kojarzona jest z Kościołem. Liberałowie z liberalnym podejściem do gospodarki (w tym ukrycie z kultem wartości prywatnej). Lewica z 'dużym państwem'. Oczywiście upraszczam, ale robię to świadomie. Przecież to własność prywatna jest fundamentem myśli konserwatywnej, tak jak liberalizm światopoglądowy fundamentem myśli lewicowej. U nas w kraju tak nie jest. Prawica (niezależnie od partii) podchodzi nadspodziewanie podejrzliwie do własności prywatnej, a tzw. liberałom przyszywa się wszelkie możliwe wyuzdania (celowe przejaskrawienie) światopoglądowe. Miesza się tu różne płaszczyzny i pojęcia, a efektem końcowym jest brak przejrzystości poglądów, ich częsta sprzeczność.
    Spróbujmy poukładać te poglądy w różnych kategoriach, np. własność, swobody obywatelskie, zadania państwa. Może wtedy scena polityczna stanie się czytelniejsza.
    Ciekawy mógłby być efekt. Mogłoby się okazać na przykład (hipoteza), że mamy w kraju przewagę partii anty-konserwatywnych, o różnych poglądach jedynie w wąskim obszarze światopoglądowym.
    Analfabeta

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja także nie chciałbym agitować za konkretną opcją. Powiem tylko jaki powinien być człowiek, który zostanie naszym prezydentem. Powinna to być osoba, która zdecydowanie zadba o nasz interes narodowy. Konieczne jest wyjaśnienie przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu. Nie można dopuścić aby w imię tzw. przyjaźni polsko-rosyjskiej zatuszować udział Rosjan w tej katastrofie. Czy to nie przypadek, że katastrofa miała miejsce w czasie kiedy okazało się, że Polska posiada bogate złoża gazu łupkowego, co zagrozi monopolowi Gazpromu i jednocześnie osłabi rosyjską pozycję zarówno ekonomiczną jak i też polityczną. Wydobyciem tego gazu mają się zająć zachodnie koncerny. Ale jeden z kandydatów potrafił obnażyć, że za tymi zachodnimi koncernami i tak kryje się gazprom. Dlatego jedynie wybór prawdziwego patrioty na prezydenta pozwoli Polsce nie utracić kontroli nad złożami gazu na rzecz gazpromu czyli Rosji. Czy to przypadek, że przed wyborami liderzy lewicy zaczynają popierać kandydata z obozu liberalnego? Każdy przecież zdaje sobie sprawę, że ci liderzy mogą mieć powiązania z rosyjskimi służbami specjalnymi, które do tej pory mają agentów w naszym kraju. Oddajmy jutro swój głos mądrze z korzyścią dla naszego kraju.

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie była agitacja?! Skandal!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mawiają, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie. Może dlatego, że wyborcy angażują się w politykę bardziej niż wybierani. Robercie, życzyłbym Tobie, sobie, nam wszystkim, by poglądy odgrywały jedną z kluczowych ról dla samych polityków.
    Oddałem „iksa” z ciężkim sercem, naprawdę. Znów na zło – we własnej opinii – najmniejsze. Znów ze świadomością, że to zło najmniejsze staje się złem coraz większym. Znów bardziej przeciw komuś, niż za kimś. Znów nie dla spełnienia nadziei dawanej przez jednych, lecz ze strachu przed katastrofą, do której mogą doprowadzić drudzy. Głosowałem asekuracyjnie, jak zapewne wielu innych, nie „za”, ale „pomimo”.
    Często podnoszone są przy okazji wyborów wzniosłe słowa, że należy spełniać swój obywatelski obowiązek, że to o możliwość podejmowania takich wolnych wyborów walczyły przelewając krew całe pokolenia. Zgadzam się z takimi hasłami, ale uważam je za niepełne. Idealistycznie i naiwnie marzę, by równie oczywiste dla polityków było to, iż te pokolenia walczyły także o godność władzy, o refleksję nad pojęciami takimi, jak racja stanu, czy program polityczny. Mówiąc dokładniej – nie tylko o to, by można było głosować, ale by rzeczywiście było na kogo. Tymczasem rację mają ci, którzy twierdzą, że programy niektórych partii istnieją tylko na papierze. Rację mają jednak także ci, którzy wskazują, że ich oponenci nawet na papierze takowych nie posiadają. Możemy oczywiście kategoryzować hasła, którymi (wymiennie i płynnie) szafują partie, ale za hasłami tymi nie stoją ani poglądy, ani programy. Jest to karma dla gawiedzi.
    Nie należę do frustratów, którzy wykrzykują hasła, że państwo nie powinno być upartyjnione. Dla mnie to bzdura i pustosłowie. Państwo jest skazane na upartyjnienie. Problem tkwi w tym, co to upartyjnienie ma oznaczać. Jeśli miałoby oznaczać wdrażanie własnej przemyślanej linii politycznej, wierność wobec wobec swoich (tak, dokładnie – swoich!) wyborców, to uważam taki model za wysoce pożądany.
    Kwestie idei, programów, poglądów zostały schowane w kąt przez wszystkie większe partie. Mogą się nimi parać publicyści, ideowcy, czy politolodzy. Niestety, mogą oni wszyscy mówić w tym momencie o bytach nieistniejących w naszym politycznym światku.
    Możemy oczywiście wierzyć w stworzenie nowej tradycji, w takie zbudowanie „misia na miarę naszych możliwości”. Mój idealizm jednak nie sięga tak daleko w tej mierze, jak Twój, Robercie. Ja pogodziłem się z wybieraniem najmniejszego zła. Może nawet nie tyle się pogodziłem, co nie wierzę w rychłą zmianę takiego stanu rzeczy.

    OdpowiedzUsuń